Edward Guziakiewicz

Edward Guziakiewicz
Jubileusz

sześćdziesiątych urodzin
i trzydziestopięciolecia pracy twórczej

Magia kalendarza

Rozmowa z Edwardem Guziakiewiczem, prozaikiem, poetą i publicystą

— W sieci można znaleźć sporo ciekawych informacji na temat Pańskiej twórczości, należy Pan bowiem do autorów, kładących nacisk na obecność w Internecie, nie brakuje też wywiadów, wystarczy zerknąć pod adres e.guziakiewicz.vxm.pl, jednak żeby nie wpadać w utarte koleiny i nie powtarzać pytań zadawanych wcześniej przez moich poprzedników, spróbuję z innej beczki. Jaki był dla Pana 2011 rok?

— Na swój sposób pracowity i owocny. Ukazało się drukiem 5 moich książek, dwie pierwsze w niewielkich rzutach autorskich, trzy następne w nakładach handlowych. Poza tym napisałem kolejną, dziewiątą już mikropowieść z serii „Przyloty na Ziemię” („Kasandra”), by prawie natychmiast w oparciu o nią zacząć budować powieść. W ten sposób przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy powstała lwia część „Buntu androidów”.

— Wróćmy do książek, które opuściły drukarnię…

— Wypada zajrzeć do bibliografii za 2011 r. Najpierw wydałem pozycję „O młodości, pracy i zmartwychwstaniu. Szkice i medytacje” ze wstępem ks. prof. Piotra Niteckiego z Wrocławia. Stanowi ona pokłosie wieloletniej współpracy z wrocławskim miesięcznikiem „Nowe Życie” i innymi periodykami katolickimi. Następnie opracowanie naukowe, zatytułowane „Zmartwychwstanie umarłych. Klucz antropologiczny”. Ta niewielka książeczka z zakresu teologii jest poświęcona wybranym zagadnieniom antropologii biblijnej. Zajmuje mnie historia filozofii i teologii, chętnie też sięgam po opracowania, związane ze współczesną hermeneutyką naukową.

Potem nakładem Wydawnictwa „Dreams” w Rzeszowie ukazały się dwie moje powieści science fiction”: „Obcy z Alfy Centauri” i „Hurysy z katalogu”, a także ilustrowana książeczka dla dzieci „Radosny świat Mireczki”. W ramach promocji tych książek byłem dwukrotnie na targach książki w Krakowie i prezentowałem te wydania w boksie Wydawnictwa „Dreams”.


Na Targach Książki w Krakowie

— Jeśli jesteśmy przy magii kalendarza, to wypada przypomnieć, że kończy Pan właśnie sześćdziesiąt lat.

— Nie przepadam za jubileuszami i obchodami. Sześćdziesiąta rocznica urodzin związała się z trzydziestopięcioleciem pracy twórczej, wiec z tej okazji w lutym w bibliotece publicznej w moim rodzinnym mieście można oglądać wystawę, obrazującą moją twórczość. Składa się na nią kilka gablot z wydanymi książkami i publikacjami w czasopismach. Myślę, że to w zupełności wystarczy.

— Tym niemniej jest to dobry moment do podsumowań. Człowiek nie jest samotną wyspą, z jakimi środowiskami kulturalnymi na przestrzeni lat czuł się Pan najbardziej związany?

— W latach szkolnych z Ruchem Światło-Życie, następnie z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim i lubelskimi wspólnotami katechumenatu, po studiach z redakcją tygodnika „Gość Niedzielny”, ze wspólnotą miesięcznika „Wzrastanie”, a obecnie ze środowiskiem Związku Literatów Polskich. Wypada też wspomnieć o mieleckiej Grupie Literackiej „Słowo”.

— Czuje się Pan też zintegrowany ze społecznością internetową?

— Faktycznie, trudno o tym zapomnieć. Bloguję od 2002 r., ostatnio zaś świetnie się bawię na Facebooku.

— Prezentacja twórczości literackiej w Internecie sprawia, że percepcja ma zasięg ogólnoświatowy. Czy Pan to odczuwa?

— Poniekąd tak. Moją stronę autorską www.guziakiewicz.pl odwiedzają w przeważającej mierze internauci z zagranicy, głównie z USA. Niewiele ponad 30 procent to wizyty z terenu kraju. Cóż, żyjemy w świecie, który jest globalną wioską.

— Jakie tytuły ukażą się w najbliższym czasie?

— Przygotowane są do druku dwie książki: „Savoir-vivre nastolatka” oraz „Przyloty na Ziemię”. Pierwsze wydanie „Przylotów” ukazało się w Chicago w 2006 r. i zawierało 6 mikropowieści sf, drugie zawiera ich dziewięć. Będzie to objętościowo spora pozycja, licząca ponad 400 stron.

— Dziękuję za rozmowę!


Rozmawiał: Dawid Łojko, student politologii,
Instytut Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ


Luty 2012 r.